2011/05/31

"Nie ma dla mnie miejsca..."

Trudny dzień i trudny temat - cierpienie w jednym z moich ulubionych tekstów poetyckich - w wierszu Kazimiery Iłłakowiczówny "Nie ma dla mnie miejsca..."
Trudno znaleźć swoje miejsce w świecie. Czasem pomogą w tym przyjaciele, ale i tak najważniejsza część pracy należy do nas. To my musimy samych siebie zdefiniować i zbudować własną hierarchię wartości. Czasem ustalone przez nas zasady nie pozwalają nam na przynależność do grupy. Poczucie odmienności, niedopasowania, ale także niezgoda na określony typ zachowań nie pozwalają na nawiązanie bliższych kontaktów, na zaufanie. Taki właśnie oderwany od społeczności jest podmiot liryczny w utworze Iłłakowiczówny. Nie znajduje swojego miejsca pośród ludzi, ponieważ widzi tam tylko skłonność do krzywdzenia innych. W obliczu zła osoba mówiąca we wspomnianym wierszu decyduje się na krok niezwykle odważny. Staje się żywą przegrodą, która ma oddzielić dwa przeciwne ugrupowania. Podmiot liryczny staje się w ten sposób dobrowolną ofiarą. Poprzez swoją śmierć chce odkupić wszystkich pozostałych ludzi. Znamy? Aluzja do losów Chrystusa jest zaznaczona bardzo wyraźnie: sprzeciw wobec krzywd i zła, śmierć bez winy. Co dalej? Śmierć wystarczy, by naprawić świat? Nie. Byłaby to tylko dodatkowa porcja cierpienia, które i tak jest wszechobecne. Potrzeba zatem nadziei i jest ona zasygnalizowana w ostatnim wersie utworu. Wspomnienie o "NIEDZIELI" jest odwołaniem do Zmartwychwstania. Sprawia tym samym, że poświęcenie nabiera sensu, że cierpienie nie jest bezowocne. Ofiara odnosi więc zwycięstwo, którego znaczenie podkreślone zostało w zapisie ostatniego słowa w tekście. "NIEDZIELA" nie może się wszak równać z krzywdą i cierpieniem. Czyż to nie optymistyczne, nobilitujące spojrzenie na ból i trud w życiu człowieka?

2011/05/30

Projekt poetycki

Mimo dobrych chęci, znów długo nie pisałam. Mój blog przysypia. Znalazłam na szczęście sposób na to, żeby go obudzić i zmobilizować siebie do działania.
Oficjalnie zapowiadam rozpoczęcie projektu poetyckiego. 14 dni - 14 wierszy. Będą się tu pojawiały moje przemyślenia dotyczące kolejnych tekstów. Nie będzie to dogłębna analiza, ale raczej zapis odczuć. Mam nadzieję, że to pierwszy z wielu projektów. Jeśli uda mi się go zrealizować, mam już pomysły na kolejne. Nie będę jednak wybiegać daleko w przyszłość. Zaczynam. Trzymajcie kciuki!
Na dobry początek wiersz o snach, marzeniach - utwór Marii Victorii Atencii, współczesnej poetki hiszpańskiej. To mój pierwszy kontakt z autorką. Książka z poezją hiszpańską kupiona dwa lata temu w Krakowie leżała na półce odkładana wciąż na później, jak gdyby miała nabrać przez to wartości. Teraz wreszcie trafiła tam, gdzie jej właściwe miejsce - do dłoni Zaczytanej.
Jakiś czas zastanawiałam się, który tekst wybrać na początek i zdecydowałam, że będzie to "Morze". Głównie z sentymentu, bo uwielbiam plaże, fale, krzyki mew. Ale też dlatego, że często zastanawiam się nad granicą jawy i snu, nad barierą pomiędzy rzeczywistością, a tym, jak ją postrzegamy. Według mnie, właśnie tego dotyczy ten wiersz. Życie "między trumną a balią się unosi", a my płyniemy łodzią czasem śniąc, czasem budząc się otoczeni wodą. Może granicy pomiędzy marzeniem a realnością nie trzeba wyznaczać? Może wystarczy wszystko ze sobą pogodzić i po prostu żyć? Można wtedy w zachwycie wpatrywać się w bieg wody, siedząc na skraju łóżka razem ze swoim snem.