2007/06/25

O Niej

Nic ich nie łączyło. Prawie nic. Wspólni znajomi, jedna uczelnia. Kilka rozmów. Nic ważnego. Dlaczego więc wciąż wspominała słowa, gesty? Po dwóch latach!
Miłość? Przy pierwszym spotkaniu nie było gromów, trzęsienia ziemi, motylków w brzuchu. Było jednak coś niezwykłego. Poczuła, że może mu zaufać. Nie myślała, że powinna się zachować właśnie tak albo tak, że tego nie może zrobić. Po raz pierwszy w czyjejś obecności nie była spętana przez nieśmiałość. I jeszcze coś. W dziwny sposób obudził w niej radość. Wystarczyło słowo, gest, a wiedziała, że wszystko będzie dobrze. Nie wierzyła czy miała nadzieję. WIEDZIAŁA.
Bez niego czuła, że świat ją osacza i niszczy. Na niego otoczenie też działało destruktywnie. Powoli go zabijało. Razem jednak mogli stawić temu czoła. Zbudowaliby świat zupełnie inny od tego, który znali; taki, w którym mogliby żyć, w którym być może odnaleźliby szczęście. Wierzyła w to tak mocno, że nie potrafiła sobie wyobrazić życia bez niego. Przecież to nie miałoby sensu. Cała misterna konstrukcja, którą by stworzyła, kolejny raz runęłaby jej na głowę. Kolejny? Tak, próbowała już zapomnieć o tym, że tylko on potrafił wywołać uśmiech na jej twarzy samą obecnością, jednym słowem; że tylko on sprawiał, iż przez chwilę nie pamiętała o bólu, o ranach, które zadawano jej codziennie; że jedynie przy nim miała siłę podjąć walkę o każdy dzień, każdą chwilę. Nigdy się nie udało. Po każdej kolejnej klęsce zasypiała zapłakana.